Dystans:47.23 km
Czas:01:31 h

Środa, 23 maja 2012 | Komentarze 0

Lubię wcześnie wstawać

Kategoria: 25-50km, Poison Cyanit, PT

Trening skończyłem o 6:55. Zdążyłem wrócić zanim Marcelek pojechał do przedszkola a żonka do pracy. Zacząłem jeszcze wcześniej niż wczoraj i jest to świetne rozwiązanie. Właściwie jedyne godziny w ciągu dnia gdy da się zrobić trening w normalnych temperaturach. Gdy do tego nie mam pewności o której skończę pracę to nie muszę się martwić czy zdążę i będę miał siłę.
Tym razem godzinne S2, czyli niby lżej niż wczoraj, ale zrobiłem to w górnej części, więc gdy potem miałem 10 półminutowych sprintów to minuta przerwa była za krótka. Wyczerpujące były te sprinty, ale w końcu na wyścigu nie robi się ich na świeżo a właśnie na zmęczeniu.
Dobre trzy dni treningów za mną. Teraz trzeba odpocząć przed Lublinem. Cel - poprawić o jedną pozycję w kategorii wynik z Białegostoku :D

Dystans:55.12 km
Czas:01:45 h

Wtorek, 22 maja 2012 | Komentarze 1

Zaspałem....


...czyli trening rozpoczęty o 5:27 :)
Obudziłem się po 4-tej i jak zobaczyłem że jest jasno to postanowiłem pójść na trening. Na chwilę jeszcze przymknąłem oko i skończyło się jak ... niezwykle. Niezwykle, bo zwykle jak mam wstać to wstaję i już. No ale tym razem nie planowałem wstać po 4-tej. W efekcie wstaję po 5-tej i o 5:27 ruszam na trening. Trasa w kierunku Brochowa. Mocny trening, mocniejszy niż wczoraj. Trening z którym ostatnio miałem koszmarne kłopoty aby ukończyć. Tym razem - idealnie zrealizowany trening.
Wieczorem wgrywając na Polara plan na kolejny dzień okazało się, że zrobiłem trening z .. następnego dnia :D

Dystans:49.58 km
Czas:01:37 h

Poniedziałek, 21 maja 2012 | Komentarze 3

Kwadratowe opony

Kategoria: 25-50km, Poison Cyanit, PT

Trening po pracy. Mocniejszy trening po chorobie. Usiłowałem namówić Watsona ale z pijakami ciężko się umówić :P Przed wyjściem długo szukałem narzędzi (w tym łyżek i pompki) bo stwierdziłem, że bez nich się na trening nie ruszam. Znalazłem.
Rundka przez Żelazową Wolą. Pojechałem przez Stelmachowo, czyli tam gdzie ostatnio złapałem snejka. I co? I znowu guma w tym samym miejscu. Pora na zmianę opon. Jeżdżę na nich od poprzedniej wiosny, więc niewiele z nich zostało. Trzeba zobaczyć co tam BikeTires oferuje do szosy.
Mimo to trening udany. Nie czuję abym był chory.

Dystans:26.50 km
Czas:01:24 h

Sobota, 19 maja 2012 | Komentarze 1

Na lekach

Kategoria: 25-50km, Cube, KPN

Okazało się, że dreszcze i złe samopoczucie po weekendowych maratonach to jednak nie efekt zmęczenia, a po prostu choroba. Poniedziałek i wtorek jakoś próbował przetrwać, ale skończyło się u lekarza - okazało się że słusznie. Trzy dni w domu na prochach. Wczoraj czułem się już lepiej, ale dopiero dziś zdecydowałem się sprawdzić co taka przerwa oznacza dla organizmu.
Obawiałem się, że będzie totalna niemoc i sporo do odrobienia, ale już na pierwszych kilkuset metrach było nieźle. Pewnie głód jazdy w tym pomógł. Pojechałem na moje górki, których już dawno nie odwiedzałem. Chyba muszę tam częściej jeździć bo w takich miejscach na maratonie jest niezbyt dobrze. Dziś było super. Z zaskoczeniem obserwowałem jak organizm chce więcej i mocniej. Jeszcze bardziej się zdziwiłem jak pod koniec zauważyłem że z przodu miałem blat a nie jak sądziłem środek.
W Roztoce na ścieżkę dydaktyczną, a potem jeszcze do Zamczyska.
Krótko, ale celem było tylko sprawdzenie organizmu. Wygląda na to że niepotrzebnie się martwiłem i przerwa wręcz dobrze mi zrobiła.

Dystans:54.80 km
Czas:02:03 h

Niedziela, 13 maja 2012 | Komentarze 1

Mazovia MTB Marathon – Legionowo


Do niedzielnego poranka nie byłem pewien czy wystartuję. Wczorajszy start w Białymstoku nieźle mnie zmęczył, a do tego doszło w sumie ok. 7h w samochodzie. Wieczorem miałem dreszcze - podejrzewałem, że to efekt maksymalnego zmęczenia. Nogi w sobotę bolały tak że ledwo chodziłem. 9,5h snu pozwoliło się na szczęście nieco zregenerować więc postanowiłem pojechać na maraton. Nie liczyłem na dobry wynik, celem było raczej wystartowanie dzień po dniu – w końcu Gwiazda Mazurska już za niespełna miesiąc.



Na miejscu bardzo pomarańczowo – team PTU Eclipse BikeTires.pl licznie pojawił się na starcie. Niestety pogoda podobna jak wczoraj – zimno. Rozgrzewka z Tomkiem i Pawłem. Zaliczamy początek trasy w terenie przy okazji upewniając się jak na rozjeździe należy pojechać – dziś Mega robi dwie pętle, a Giga trzy. Na końcówce trasy spotykamy nasze pomarańczowe dziewczyny, Ulę i Magdę oraz Zdzicha. Sama końcówka ciekawa – kręty singiel po którym jest już tylko prosta prowadząca na metę. Jedno jest pewne – na singiel trzeba wjechać z przodu grupy, bo nie ma nim jak wyprzedzać a do tego z pewnością będą tutaj zawodnicy z dystansu Fit.



Ustawiam się w sektorze dość wcześnie ale nie z samego przodu, bo mocy dziś nie będzie – wczorajszy wyścig naprawdę dał mi popalić. Oczekiwanie na start umilamy sobie rozmową z Rafałem.





Ruszamy. Nie jest źle na samym początku, ale jak tylko wjeżdżamy w teren to jest tak jak się spodziewałem. O ile bez problemu trzymam koło poprzednikowi, to nie mam mocy by wyprzedzać. Osoby obok których jechałem poprzednie maratony po kolei znikają z przodu: Konrad, Bartek… Wiem jednak, że to efekt poprzedniego dnia więc zupełnie nie wpływa to na moje samopoczucie. Dość szybko, po niespełna 30 minutach jazdy, udaje się odnaleźć zawodników jadąc w tempie które mogę utrzymać – to Tomek Molenda z VELMAR.PL-MERIDA TEAM i Bartek Tokarski z Ciechanów Racing Team. Przez większość trasy jadę na kole, dzisiejsza dyspozycja nie pozwala na więcej. Trasa jest szybka, ale ciekawsza niż wczoraj w Białymstoku. Jest trochę singili. Z tego co pamiętam z poprzednich lat to tym razem jest zmiana na plus.
Po wjechaniu na drugą pętlę cały czas jedziemy razem. W jednym miejscu ktoś przede mną hamuje, nie wiem dlaczego i jak w ostatniej chwili widzę sporą piaskową koleinę to muszę się zatrzymać. Wtedy przelatuje obok mnie Romek z naszego teamu. Startował z drugiego sektora. Ot – dobry cel, żeby pojechać nieco żwawiej. Ale to tylko taki zamiar bo nie było z czego za Nim pogonić. Odjeżdża od nas dość łatwo. Cały czas jadę chłopakom na kole i mam trochę wyrzuty sumienia. A którymś z podjazdów chyba się zakupują bo nieco Im odjeżdżam, ale samotnie się zaczynam męczyć więc po chwili jedziemy znowu razem.
Przed bufetem nieco zwalniamy i chwilę później dogania nas kilka osób ze Zdzichem. Większą grupą jedziemy razem ale tempo nieco siada i jedziemy trochę za wolno. Plus tego jest taki, że nieco dochodzę do siebie i czuję, że mogę depnąć mocniej. Daję zmianę, po drodze klepiąc w plecy Tomka z Velmaru żeby się mnie trzymał. Tuż przed rozjazdem mijamy Rafała zmieniającego dętkę. Na rozjeździe Mega/Giga życzę Zdzichowi powodzenia i dalej jadę z przodu. Na chwilę chowam się, żeby odpocząć i wjechać z przodu na singla. Krzyczę do Tomka, że na singlu będzie kiepsko z wyprzedzaniem, ale On trzyma się koła.
Na singlu zgodnie z tym czego się można było spodziewać sporo osób z krótszego dystansu. Zupełnie jednak nie przeszkadzają i na każdą prośbę reagują błyskawicznie. Super. Dzięki.
Pod koniec singla puszczam Tomka przodem – wiozłem się prawie cały maraton na kole. Na ostatniej prostej doganiam Go ale pilnuję aby metę przekroczyć minimalnie później.



Nie był to dobry maraton, ale mając na uwadze fakt, że to drugi dzień ścigania z rzędu, to nie było źle. Szczególnie, że okazało się że sobotnie dreszcze to nie efekt zmęczenia a infekcja. Niedziele popołudnie i wieczór to dreszcze, gorączka i bóle całego ciała. I tak zresztą jest do dziś (4 dni po maratonie :(( )

Na metę chwilę po mnie wpadają razem Ula i Sławek. Ula znowu zdeklasowała konkurencję, a Sławek po słabym początku sezonu odzyskuje właściwą dyspozycję. Gigowcy wykorzystali szybką trasę, dobrze pojechali i następnym raz nie będę osamotniony w 1-szym sektorze :)


Dystans:12.70 km
Czas:00:45 h

Niedziela, 13 maja 2012 | Komentarze 0

Mazovia MTB Marathon – Legionowo. Rozgrzewka i rozjazd

Kategoria: 0-25km, Cube


Dystans:70.30 km
Czas:02:21 h

Sobota, 12 maja 2012 | Komentarze 9

Skandia Białystok


Drugi wyścig w cyklu Skandia Maraton. Tym razem w Białymstoku. W tamtych okolicach już się ścigałem na Mazovii. Wówczas trasa zaczynała się w Supraślu i jak na standardy mazoviane była dość wymagająca i interwałowa. Trasa Skandii jednak ma być poprowadzona inaczej, czyli w praktyce łatwiej. Łatwiej jeśli chodzi o ukształtowanie i techniczne elementy. Czy łatwiej jeśli chodzi o przejechanie wyścigu i zmęczenie po? Raczej nie. Przynajmniej dla mnie.
Ma być chłodno i deszczowo, więc rodzina decyduje się pozostać w domu. Nie chcąc tracić rodzinnego czasu na wyjazd decyduję się z samego rana, mając świadomość tego, że ponad 3h za kierownicą samochodu nie wpłynie pozytywnie na samopoczucie i jazdę. Zajeżdżam na miejsce na ok. godzinę przed startem. Jest chłodno i mży. Rozgrzewka to standard czyli początek i koniec trasy. W tym przypadku oznacza to wyłącznie asfalt bo ze względu na pogodę i czas nie dojeżdżam do miejsca gdzie wjeżdżamy w teren.
Nastawienie przed startem bardzo dobre. Czuję że może być dobrze. Po starcie od początku czujnie z przodu w peletonie. Nie wychylam się na sam przód, ale pilnuję żeby nie znaleźć się nagle z tyłu. Początek to asfalt dwupasmówką. Po ok. 2-3kmtrzeba było zjechać na lewy pas, a ponieważ jechałem skrajnie z prawej więc nie wjechałem. Ok. 1km musiałem jechać równolegle do grupy oddzielony szarfą i nie było jak dołączyć do grupy. Potem był skręt w lewo w kierunku lasu więc wylądowałem ok. 20pozycji. Szybko się przesuwałem do przodu ale na piachu ktoś się zakopał więc musiałem ominąć i zwolnić.
Efekt - 8 osób przede mną i potem 15-20m dalej ja. Próbowałem dospawać ale jak to zwykle po wjechaniu w teren się dzieje, intensywność wzrasta i nie dałem rady. Za mną też zrobiła się luka i jechałem sam. Wkurzony i to bardzo. Kawałek dalej dołączył do mnie zawodnik z Brubeck Kettler Team, a chwilę później Michał Ziułek z BSA. Jechaliśmy we trzech na zmiany, ale niezbyt długo i zostaliśmy razem z Michałem Ziułkiem. Tempo Michała było jednak bardzo mocne, dałem zmianę ale chyba Michał uznał że za słaba i szybko wrócił na prowadzenie. Mocny był i po paru km strzeliłem na piaskowym podjeździe. Znowu sam, bo z tyłu nie widać nikogo.
Dopiero ok. 20-22km dogoniło mnie 3 zawodników - Miazga Artur z BSA, Piotr Rzeszutek z Baszty Bytów i Paweł Niechwiedowicz z Białegostoku. Paweł widząc że jestem zmęczony nieco zwolnił i dowiózł mnie na kole do reszty. Szybko doszliśmy Michała Ziułka i jechaliśmy razem. W sumie ok. 20km, ale byłem w stanie dać tylko jedną zmianę a tak to walczyłem żeby utrzymać się grupie. Gdy chłopaki schodzili ze zmiany to robiłem lukę miejsce aby wchodzili przede mnie. Nie chciałem aby w przypadku gdy strzelę odhaczyć kogoś jeszcze. Na podjeździe na 42km chyba postanowili mnie odhaczyć i nie było to trudne :( Próbowałem walczyć ale nic z tego. Dalsze 28km samotnie dość równo bez większego kryzysu, a nawet im bliżej końca tym jak zwykle poczułem się mocniejszy. Na asfalcie przez ostatnie 3km pilotował mnie policjant na motorze, ale musiałem go nieco opieprzyć żeby przyśpieszył ;)
Sprawdziłem od razu podczas rozjazdu wyniki. Open 12, ale za to w kategorii 2. Pierwszy był Piotr Żebrowski z PTR czyli tubylec. Jak się potem okazało wiedział że trzeba się pilnować na pierwszej piaskownicy. Szkoda tego jednego kiepskiego kilometra, a w Open Piotr był przede mną na 11 Open. Zawodnicy z którymi jechałem w grupie do 42km zajęli 2 i 3 miejsce Open.
Nogi na mecie bolały okrutnie - czułem że to była ciężka walka. AVS 30kmh ale połowa trasy samotnie. 2 miejsce trochę na osłodę, bo jakbym miał podsumować jednym zdaniem to "Jak jadąc jak ciota wjechać na podium". Choć na chłodno patrząc to 69 z 70km przejechałem bardzo dobrze. Szkoda tylko że ten jeden km zaważył o wszystkim. Walka o wygraną w kategorii była osiągalna. Trzeba będzie się Piotrowi zrewanżować w Lublinie :)


Przy okazji polecam lekturę relacji z maratonu Roberta Banacha. Bardzo fajnie opisuje aż chce się czytać :) Akurat przy okazji tego maratonu porusza ciekawy wątek dotyczący podziału na „prawdziwych” i „nieprawdziwych” górali. Po przeczytaniu mogę tylko napisać – mądrze napisane i w 100% się z tym zgadzam.

Dystans:9.60 km
Czas:00:37 h

Sobota, 12 maja 2012 | Komentarze 0

Skandia Białystok - rozgrzewka i rozjazd

Kategoria: podlaskie, Cube, 0-25km


Dystans:34.35 km
Czas:01:10 h

Piątek, 11 maja 2012 | Komentarze 1

Krótko z Watsonem

Kategoria: 25-50km, Poison Cyanit, PT

Krótki trening przed jutrzejszym ściganiem. Po pracy telefon do Watson i ustawka załatwiona w 5s :)
Spotykamy się w Grądach, do których jakoś ociężale mi się jechało. Ale trening zasadniczy już całkiem dobrze. S2 w górnej strefie.
Na koniec kilka sprintów na które Piotr też dał się namówić. Ostatni ładnie zaczął i przez 20s było, co mnie zaskoczyło, równo. Ostatnie 10s to jednak zgon Piotrka :D Ale i tak ładnie cisnął - muszę Go częściej zabierać na takie treningi ;)

Dystans:57.07 km
Czas:01:44 h

Środa, 9 maja 2012 | Komentarze 0

Ciężki trening


Nic nie zapowiadało że będzie tak ciężko. Nie pamiętam żebym miał takie problemy z wykonaniem treningu (nie licząc trenażera). Nawet chodziło mi po głowie skrócenie o jeden interwał, ale w końcu zrobiłem całość.
Druga część treningu też bolała i strasznie mi się dłużył czas.
Przez problemy z realizacją celu treningowego kiepskie samopoczucie - chyba muszę sobie je poprawić na najbliższych zawodach :D

Dystans:38.11 km
Czas:01:24 h

Środa, 9 maja 2012 | Komentarze 0

Poranne zmęczenie


Na szczęście z rana cieplej niż wczoraj. Spokojna jazda, ale od połowy czułem zmęczenie w nogach. Czyżby wczorajszy trening? W ogóle mam wrażenie że ostatnio się jakoś wolnej regeneruję.
Spece Roady w reklamacji więc w starych górskich specach i górskich SPD - zdecydowanie się już przyzwyczaiłem do szosowego zestawu :)

Dystans:62.04 km
Czas:02:01 h

Wtorek, 8 maja 2012 | Komentarze 0

Na dobry sen


Dwie godziny wykorzystując do końca słońce. Nietypowa trasa bo przez Kaski i Szymanów. Fajnie się jechało z dość wysoką kadencją.
Szkoda że rano było tak zimno

Dystans:62.30 km
Czas:02:23 h

Niedziela, 6 maja 2012 | Komentarze 5

Skandia Kraków


W tym roku mała (a może duża?) odmiana jeśli chodzi o cykl maratonów - wybrałem Skandię. Dobrze się komponuje z Mazovią - obie płaskie :D

Do Krakowa jedziemy rodzinnie z Zabrza. Sprawny dojazd i na spokojnie idziemy z Marcelkiem po odbiór pakietu startowego.



Przebieram się i razem z Piotrkiem ruszam na rozgrzewkę. Początek znany z poprzednich krakowskich maratonów (MTB Marathon, Mazovia) ale tylko do wjazdu do lasu. Tam niespodzianka - zamiast w lewo i pod górę tak jak się spodziewałem, trasa prowadzi w lewo. To chyba pierwszy znak pokazujący jak ta trasa będzie wyglądała - łatwa i szybka. Jedziemy ok 1km w terenie - tutaj trzeba się pilnować żeby wjechać w pierwszej grupie. Wracamy i jedziemy końcówkę w terenie pod prąd, tak aby sprawdzić także ostatnie 6-7km trasy.

Przed wejściem do sektora Marcelek pokazuje mi gdzie mam się iść :)



Do startu ok 20 minut, ale idę w pobliże sektora. Mam przypisany 1-szy sektor na Medio. Podchodzę i ... lekkie zdziwienie. Sektor już zapełniony. Wchodzę, ustawiam się na końcu i nie wiem co robić. Prawie 1km po Błoniach po łące. Potem ok 4-5km zanim wjedziemy do lasu, ale jak pójdzie ostro do przodu to już po zjeździe z łąki mogę mieć problem. Rozglądam się wokół - z lewej osoba na platformach. Z prawej - w noskach. Poza obawą że stracę na początku, zaczynam się obawiać że będzie niebezpiecznie. Waham się czy nie wyjść i nie ustawić się tuż przed sektorem - ale w końcu zostaję tu gdzie stałem. Przesuwam się tylko nieco do przodu wykorzystując każdą lukę. O 11-tej ruszają poszczególne sektory na Gran Fondo. Wówczas przesuwamy się do przodu i udaje mi się stanąć w ok 5 rzędzie. Już lepiej.

Ruszamy. Ledwo przejechaliśmy start a już jest kraksa - jakbym się nie przesunął do przodu to pewnie bym jechał tuż za tymi zawodnikami. Na początku dość ciasno i ciężko się przesunąć do przodu, ale trzyma się grupy na bezpiecznej pozycji. Niestety przy wjeździe w teren jestem dopiero ok 30 pozycji. Trochę za daleko, ale na ostatnim kilkuset metrach jechał przede mną zawodnik na Scottcie i tak chaotycznie i nerwowo jechał że nie odważyłem się do niego zbliżyć.
W terenie pojawi się problem którego nie przewidziałem - dogoniliśmy najsłabszych zawodników z Gran Fondo. A wyprzedzanie na singlu jest kosztowe, szczególnie jak osoba jadąca przed Tobą za długo się waha :( Efekt - po wyjeździe na szeroką drogę już stawka była rozerwana.
Grupa w której jechałem tempo miała nieco za wolne i nie było widać chętnych do mocniejszej współpracy. Samemu nie było szans aby przeskoczyć do przodu. Powoziłem się trochę w grupie w której między innymi jechała Paula Gorycka. Dałem jedną mocniejszą zmianę, dziewczyny się nie utrzymały, ale nikt nie chciał podtrzymać tempa. Ech, znowu to samo.
Dziewczyny z 4F nas dogniły i razem podjeżdżaliśmy jeden ze sztywniejszych dziś podjazdów. Potem był zjazd którego nigdy nie lubiłem - szybko w dół po asfalcie między domami. Okazało się że to był dla mnie kluczowy moment tego wyścigu - tutaj zawaliłem :( Po zjeździe straciłem dystans do grupki, nie docisnąłem i dupa - odpadłem. Dogonił mnie zawodnik z Agro-North, krzyknął "Kolego, jedziemy razem!". Przycisnąłem na Nim i ... przestrzeliliśmy skręt w lewo pod górę. Za nami chwilę później kilka osób zrobiło podobnie. Stracony niby niewiele bo 10-15s ale to znacząco zwiększyło stratę po grupki w której jechaliśmy. To było ok 20-25km.
Próbowaliśmy jechać razem, ale początek kiepsko nam wychodził - pod górę jak jechałem pierwszy to kolega zostawał. Po zmianie ja miałem chwilę problem z utrzymaniem się. Taka szarpana jazda działa tylko zmniejsza nasze szanse na dogonienie. Odczułem to bo przez chwilę jechałem bardzo ciężko.
Próbowaliśmy gonić, ale gdy już się wydawało że doganiamy to okazywało się że są to zawodnicy z Gran Fondo. W pewnym momencie dwóch wyprzedzonych zawodników dołączyło się do nas, ale żaden nie chciał dać zmiany mimo moich zachęt. Na zjeździe nieco zaszalałem, aż się spociłem jak w locie straciłem kontrolę nad rowerem, ale udało się opanować sytuację. Nie chciałbym przy ponad 50kmh zaliczyć tam gleby. Dojechaliśmy do asfaltowego podjazdu (ok połowy trasy) cały czas pracując tylko z zawodnikiem z Agro-North. Na podjeździe przycisnąłem nieco mocniej licząc, że zostaniemy tylko we dwóch. Przeliczyłem się bo zostałem sam. Nie czekałem jednak, tylko podkręciłem tempo po wjechaniu w teren. Na krótkich ale wymagających podjazdach całkiem urwałem resztę i zdecydowanie pozwoliło mi to odżyć. Na kolejnym podjeździe dogniłem Sławka z naszego teamu. Zmobilizowało to chyba Sławka bo załapał się na koło i jechaliśmy tak dobrych parę kilometrów aż do rozjazdu na drugą pętlę. Pozytywne było to że Sławek nie wyprzedził mnie na żadnym ze zjazdów :)
Zaraz za rozjazdem wyprzedziłem dwóch zawodników i ruszyłem samotnie na ostatnie 20km trasy. Jechało mi się już ponownie dobrze - wiedziałem, że raczej mnie już nikt nie dogoni i liczyłem że jeszcze odrobię stratę. Ok 15km zobaczyłem kilkaset metrów przed sobą jasną koszulkę - po sylwetce poznałem że to Paula Gorycka. No cóż, przynajmniej powalczę z dziewczynami skoro brakło jaj żeby powalczyć z mężczyznami :D Nacisnąłem mocniej ale poczułem zbliżający się skurcz w prawym udzie. Przetrzymałem nieco lżej kręcąc.
Dość długo musiałem gonić, bo na podjeździe Paula jechała dość mocno. Wyprzedziłem Ją dopiero ok 2km przed metą. Wjeżdżając na Błonia zobaczyłem jeszcze przed sobą "nerwowego" Scotta, ale po tych wertepach nie było już szans aby dogonić.
Nawet mimo głośnego "Damian, Damian!" :)



Meta. Szału nie ma. To wiem. Ciężko o szał na szybkiej trasie gdzie trzeba jechać w grupie, a jedzie się od 20km przez 45km prawie cały czas samotnie. Ale za frajerstwo się płaci. Taki sport.

Przyjechałem 6/131 w M3 i 27/370 Open. Nie jest to powód do zadowolenia. W Białymstoku musi być lepiej!

Dystans:20.50 km
Czas:01:11 h

Niedziela, 6 maja 2012 | Komentarze 0

Skandia Kraków - rozgrzewka i rozjazd



Dystans:48.30 km
Czas:02:03 h

Piątek, 4 maja 2012 | Komentarze 3

Trening na Śląsku


Mało w tym tygodniu treningów więc na każdy czekam z niecierpliwością. Dziś tym bardziej bo po nieznanych ścieżkach. Dziwne to, bo trening w większości po moim rodzinnym mieście - Zabrzu. Teraz dopiero wiem ile się traci gdy się nie jeździ na rowerze :)
Zaczynam od okolic kąpieliska leśnego w Maciejowie. Szyb "Maciej"



Przez las jadę do Gliwic. Radiostacja Gliwicka czyli miejsce niemieckiej prowokacji na kilkanaście godzin przez wybuchem II wojny światowej.



Radiostacja jest zbudowana z drewna i jest najwyższą w całości drewnianą budowlą na świecie



Próbowałem się w Żernikach wbić w las, ale niestety okazało się że jest ogrodzony i do drogi "czołgowej" nie da się dostać. Jadę asfaltem do Szałszy



Stamtąd asfaltem do Świętoszowic i kieruję się w stronę Zabrza. Wbijam się w las i jadąc na czuja dojeżdżam ... ok 2km od miejsca rozpoczęcia treningu :D Za wcześnie.
Kręcę się więc jeszcze po lesie sprawdzając większość ścieżek



Na koniec kilka sprintów i koniec treningu.

Sprzęt działa dobrze - wymiana łańcucha, kasety, kółeczek przerzutki oraz bloków w butach, powoduje że była to zupełnie inna jazda niż przedwczoraj.

Dystans:33.50 km
Czas:01:33 h

Środa, 2 maja 2012 | Komentarze 6

Trening pod "domem"

Kategoria: 25-50km, Cube, śląskie

Okazało się że zapasowy hak mam i nawet zabrałem go ze sobą na urlop. Jeden problem z głowy. Za to pojawił się nowy - po skróceniu łańcucha zdecydowałem się na założenie nowego. Niestety stało się tak jak przewidywałem - nie chce gadać z kasetą i to z jej połową. Mogę mieć pretensje tylko do siebie.
Aby zrobić mocne akcenty musiałem pojechać na 3 minutowy podjazd. Dobrze że nie byłem na Mazowszu. Nie musiałem się długo zastanawiać gdzie pojechać - podjazd z Rokitnicy na Helenkę nadawał się idealne. Podjechany z wysoką kadencją czterokrotnie z blatu - nawet przydałoby się jeszcze o "ząbek" zrzucić.
Druga część treningu po lasach miechowickich - tutaj było już trudniej z utrzymaniem intensywności.
Pora pojechać po nową kasetę.

Dystans:56.64 km
Czas:02:56 h

Wtorek, 1 maja 2012 | Komentarze 8

Objazd trasy MP


We wrześniu odbędą się Mistrzostwa Polski w maratonie MTB. Miejsce nieco dziwne jak na taką imprezę - Dąbrowa Górnicza. Z górami nie ma to zbyt wiele wspólnego. Korzystając z okazji, że majówkę spędzamy na Śląsku zaplanowałem objazd tej trasy.
Wcześniej Piotr objechał trasę, więc umawiamy się że będzie przewodnikiem :)
Rano zbieram się z Darkiem i jedziemy nad Pogorię, gdzie się umówiliśmy z Piotrem.
Piotr przyjeżdża jeszcze z trzeba osobami więc ruszamy w sześciu.

Nieciekawie jest już od samego początku - ścieżka rowerowa przy Pogorii, asfalt. Pierwszy wjazd w teren to od razu krótki podjazd ale na którym się pewnie zakorkuje. Dalej płasko, płasko, płasko. Słabo to wygląda na razie i wg Piotra nie będzie znacząco lepiej.



Zamiast gór oglądamy nieco inne widoki :D



W pewnym momencie brat Piotrka decyduje się odpuścić i kontynuujemy w pięciu. Tempo nieco wzrasta, co kończy się tym że co chwilę muszę hamować chłopaków - miało być spokojnie. Poza tym jeden z nas nieco odstaje ;)

Dojeżdżamy w okolice Bukowej Góry - czyli najwyższy szczyt w okolicy - 366 m npm (miejsce startu jest ok 100m niżej). Szału nie ma, ale ktoś układając trasę próbował jakoś uratować tę trasę. Ciężko jednak w takim terenie znaleźć coś co będzie pasowało do rangi imprezy. Aczkolwiek nie przeszkodziło mi to zaliczyć upadku - na końcu szybkiego zjazdu chciałem ostro wziąć zakręt w prawo i tylna opona zaliczyła uślizg na piachu.
Dalej nieco offroadu, jeden podjazd na ok minutę gdzie zrzuciliśmy z przodu (choć na wyścigu wcale nie będzie to pewnie konieczne). Słaba trasa. Nie przeszkadzają mi takie trasy, w końcu na Mazovii jestem na takie skazany ale od imprezy która ma w nazwie "Mistrzostwa Polski" oczekiwałbym więcej.



Objazd kończymy nieco przedwcześnie gdyż po raz kolejny łamię hak :( To już trzeci. Spinam na singla i wracamy. Przełożenie jednak dobrałem takie że mam półgodzinny trening kadencji >120 :D

Dzięki chłopaki za wspólną jazdę. Dzięki Piotr za objechanie trasy oraz prowadzanie nas dziś.

O mnie:

Jestem DMK (Damian) ze wsi Marianów k. Warszawy.
Więcej o mnie.
   40119


button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Statystyki

Wszystkie km: 54367.43
Max dystans: 450,00km
Max wysokość: 1602m npm

Kalendarz

Plan startów na sezon 2011.

pokaż/ukryj

Archiwum